Koncerty

Doznanie kunsztownej lekkości

21 czerwca 2019
Muszę przyznać, że Kwartet smyczkowy Witolda Lutosławskiego to jeden z takich utworów, który zawsze chciałam usłyszeć na żywo. Okazja ku temu nadarzyła się w ramach tegorocznego festiwalu muzyki klasycznej o zagadkowej nazwie Trzy-Czte-Ry Konteksty. Kontrasty. Konfrontacje.

To moje drugie z rzędu uczestnictwo w tym festiwalu, łączącego ze sobą różne, niebanalne muzyczne dzieła od XVIII–XX wieku. Przed rokiem jak zaklęta zasłuchiwałam się w wykonywanych tam utworach Zygmunta Krauzego, w tym roku natomiast przyszedł czas na muzykę zgoła odmienną, choć równie mi bliską. Dodam, że opisywane wydarzenie miało miejsce 14. czerwca w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, a w roli wykonawców wystąpił jedyny w swoim rodzaju Kwartet Śląski.

Ta oryginalna kompozycja Lutosławskiego frapuje mnie swą nietuzinkową formą oraz kolorystyką brzmieniową. Choć powstała w latach 60. ubiegłego stulecia, ani przez moment nie zatraciła swej świeżości, zabrzmiała po prostu uniwersalnie. Zwróciłam niezwykle baczną uwagę na wykonawczą wirtuozerię Kwartetu Śląskiego. Nie był to jednak popisowy, smyczkowy wyścig, a raczej umiejętność niezależnej współpracy. Mam na myśli muzyczną jednolitość wszystkich czterech partii instrumentalnych, które na przestrzeni utworu stanowią nierozerwalną całość. Zachwyca mnie tu też klamrowa budowa Kwartetu…, gdzie zarówno początek, jak i koniec ukazują subtelny i płynny liryzm. Ten delikatny nastrój wspaniale uwypuklił pierwszy skrzypek Kwartetu Śląskiego, który w inicjującym całość monologu z wielkim wyczuciem wykonał malownicze motywy. Warto jednak zaznaczyć, że opisywane przeze mnie wykonanie było szczególne, gdyż cechowała je niewiarygodna zwiewność, jak również frywolny, wręcz żartobliwy charakter. Najbardziej było to słyszalne w fanfarowych przerywnikach pomiędzy kolejnymi ogniwami rozbudowanej formy. Trochę mnie ta żartobliwość zaskoczyła, ponieważ w innych (znanych mi dotychczas) wykonaniach tej kompozycji, większy nacisk położony był na dramatyzm i melancholię. Co ciekawe, sam Lutosławski w zapisie nutowym zasygnalizował żałobny nastrój, określając jeden z końcowych fragmentów dzieła mianem „funebre”, co w języku włoskim oznacza właśnie „żałobnie”. Uważam jednak, iż w swej lżejszej odsłonie utwór ten nabrał zupełnie nowych kolorów. Skoro wywołałam szeroko pojętą kwestię kolorów tej kompozycji, wspomnę, że Kwartet smyczkowy Lutosławskiego stanowi dla mnie także świadectwo wrażliwości tego twórcy na warstwę brzmieniową. W opisywanym wykonaniu najsilniej została ona ukazana poprzez burzliwe akordy grane na instrumentach smyczkowych palcami (wyłącznie za pomocą strun), czyli pizzicato.

Jestem bardzo podekscytowana, że wreszcie usłyszałam na żywo Kwartet smyczkowy Witolda Lutosławskiego. Moim zdaniem jest on najwspanialszym kameralnym dziełem tego twórcy, jednocześnie to jeden z moich ukochanych polskich kwartetów smyczkowych. Kunsztowne, dopracowane w każdym calu wykonanie Kwartetu Śląskiego rzuciło na ten utwór zupełnie nowe światło. W żadnej innej interpretacji bowiem nie dostrzegłam tak interesującej syntezy żartobliwej lekkości z niezwykle malowniczą, inspirowaną muzycznym impresjonizmem, kolorystyką brzmieniową.

TAGS
Agata Zakrzewska
Warszawa, PL

Muzyka jest moją największą pasją, gdyż żyję nią jako słuchaczka, ale też wokalistka, wykonując przede wszystkim piosenkę literacką i poezję śpiewaną z własnym akompaniamentem fortepianowym. Cenię piękne i mądre teksty, zwłaszcza Młynarskiego, Osieckiej czy Kofty.