Płyty

Doznanie liryzmu akustycznych ballad

5 września 2025
Ostatnimi czasy do grona moich muzycznych inspiracji z miejsca dołączył José González – szwedzki wykonawca argentyńskiego pochodzenia. Jego ciepły, nastrojowy wokal oraz wykwintne, gitarowe pejzaże od razu skradły moje serce. Szczególnie urzekła mnie debiutancka płyta artysty, malowniczo zatytułowana Veneer. Szwedzka premiera owego wydawnictwa miała miejsce w 2003 roku, natomiast dwa lata później ukazało się ono w pozostałych krajach Europy, a także w Ameryce. Zapraszam Was tym samym do świata intymnych, urodziwych melodii, gdzie prym wiedzie gitarowa dźwięczność wespół z wokalną łagodnością.

Bajkową, rozprzestrzeniającą się wokół subtelność płyty Veneer słychać od pierwszych, gitarowych dźwięków utworu Slow Moves, mających w sobie wyraźny, folkowy pierwiastek. Ascetyczny akompaniament pozwala rozkwitnąć śpiewnej melodii, w której dominują bliskie odległości pomiędzy dźwiękami, ale nie brakuje też dostojnych, kwartowych skoków, inicjujących nośne, symetryczne frazy. Gdzieniegdzie José González pozwala sobie również na dyskretne, niepozbawione wykwintności harmonie wokalne. Solista czaruje niskim tembrem, urzekając powabem śpiewnego legata. Szczyptę mroku kilkakrotnie wprowadzają przestrzenne szelesty gitary. Nieodłącznym elementem piosenki Remain jest latynoski żar, otulony wszakże zadumą akustycznej kantyleny. Poszarpane, gitarowe motywy sprzyjają surowości wiodącej melodii, intonowanej nieco chrapliwie, na folkową modłę. Dzięki wielokrotnym powtórzeniom trwale zakorzeniły się w mojej głowie efektowne zwieńczenia fraz, oparte na uroczystych, quasiśredniowiecznych całych tonach, precyzyjnie wykonywane przez artystę. Moją uwagę zwróciła również klarowna, kulminacyjna wokaliza na samogłosce „a”. Kompozycja Lovestain urzeka mnie wytwornością repetytywnych, sekundowo-tercjowych motywów gitary, podbitych statycznością selektywnych poklaskiwań. Czarująca melodia wokalna płynie niespiesznie, hipnotyzując długimi, powoli wybrzmiewającymi dźwiękami. Owo transowe dzieło urywa się gwałtownie, dając rozbłysnąć kolejnej, jedynej w swoim rodzaju pieśni.

Chciałabym poświęcić odrębny akapit bodaj najbardziej znanemu utworowi na recenzowanej płycie, którego niebiańska melodia stanowi dla mnie swoiste dotknięcie absolutu. Nosi on tytuł Heartbeats i przyznam, że dopiero jakiś czas temu dowiedziałam się, że nie jest to autorskie dzieło Gonzáleza, bowiem mamy tutaj do czynienia z coverem zespołu The Knife. O ile oryginalne wykonanie zniechęciło mnie nazbyt robotycznym anturażem instrumentalnym, o tyle intymna aranżacja szwedzkiego wokalisty ma w sobie nienachalny, śpiewny liryzm, podany w urokliwej formie. Prostota uporczywego niczym tytułowe uderzenia serca akompaniamentu gitary wynika tu ze stale powtarzającego się schematu akordowego. Wielokrotnie przewija się w nim także półton, który z reguły częstuje nas mrokiem i niepokojem, tutaj jednak brzmi niezwykle witalnie. Wiodącą linię melodyczną zwrotek kształtują metaliczne repetycje pojedynczych dźwięków, a także melancholijne, opadające motywy, oparte zarówno na podniosłych kwartach, jak i stonowanych sekundach. W refrenie bacznie śledzę precyzyjnie zaśpiewane skoki w kierunku opadającym. Najpierw kwarta otacza wyrazy: „lean on”, następnie zaś kwinta rozświetla słowa: „me no”. Z drugiej zwrotki łapczywie wyłuskuję intymność baśniowej frazy: „we were in love”. Przed ostatnim refrenem dochodzi do głosu zupełnie nowa myśl muzyczna, zachwycająca spektakularnymi, oktawowymi skokami na słowach: „and you”. Ponadto dopiero tutaj występuje wymowny, tytułowy wyraz „heartbeats”, opleciony jaskrawością katarynkowej tercji.

Nostalgiczna melancholia łkających, gitarowych motywów stanowi atrybut kompozycji Crosses. Zwieńczenia fraz linii melodycznej charakteryzują nagłe, wręcz teatralne wyciszenia. Refrenicznie powtarzane słowo tytułowe zostało przez artystę ubrane w strojną szatę śpiewnej, sekundowej odległości, najczęściej słyszalnej w kierunku opadającym. Utwór Deadweight On Velveteen posiada rozbudowaną introdukcję instrumentalną. Początkowe, lapidarne pejzaże gitary przedzielają nastrojowe pauzy, później zastąpione salwami ekspresyjnych akordów. Oniryczne, nieregularne frazy wokalne tym razem trzymają w ryzach repetycje przystępnych, kwintowych motywów. Warto też zwrócić uwagę na kwieciste ornamenty, bajecznie okalające słowo „vulgar”. Wszędobylskie, kwintowe skoki dają o sobie znać również w piosence All You Deliver, olśniewającej kontrastami pomiędzy subtelną linią melodyczną a szaleńczymi, gitarowymi terkotami. Zupełnie nowy koloryt wprowadzają ponadto plemienne stukoty perkusji, dodatkowo ubarwione drapieżnymi dźwiękami gitary.

Podobne współistnienie gitarowo-perkusyjnych płaszczyzn nabudowuje kompozycję Stay in the Shade. Śpiewność linii melodycznej determinują przesiąknięte niepokojem półtony, ścierające się z pogodnymi, katarynkowymi tercjami. Wokalista pieczołowicie dekoruje słowa „you fade” barwnymi zmianami melodii, a całą piosenkę z gracją finalizują kostropate, gitarowe dysonanse. Melancholijne ornamenty wspomnianego instrumentu kształtują utwór Hints, fascynujący klarowną, upstrzoną sekundowymi odległościami, a wykonawczo odrobinę krzykliwą partią wokalną. Z czasem do wszechobecnego, perlistego riffu dołączają gęste, hałaśliwe współbrzmienia oraz zadziorne prześlizgnięcia pomiędzy dźwiękami. Potęga radosnych akordów gitary wyróżnia balladę Save Your Day. Subtelną linię melodyczną oplatają zawadiackie, motoryczne akordy gitary, a tytułowy, uporczywie powtarzany szlagwort spowijają nostalgiczny półton i witalna tercja. Całość domyka charakterystyczne zwolnienie tempa, dzięki czemu ostatnie, pogodne współbrzmienie pozostaje w pamięci na długo po definitywnym wygaśnięciu utworu. Epilog recenzowanego wydawnictwa nosi tytuł Broken Arrows. Muzyczną podstawę tej urokliwej miniaturki stanowią uroczyste, sekundowo-kwartowe motywy gitary. Incydentalnie przyciemniają je półtony wokalne, a końcowa, hymniczna melodia została zagrana na trąbce, ujmując chrapliwą matowością wysokich dźwięków.

José Gonzáles na swym debiutanckim albumie, zatytułowanym Veneer, roztoczył przede mną niekwestionowany czar lirycznych, akustycznych ballad. Jego zadumany, ascetyczny, zachwycający baśniową aurą wokal dał rozwinąć skrzydła przystępnym, śpiewnym melodiom, pełnym dostojnych sekund, katarynkowych tercji, ale też większych skoków, takich jak podniosłe kwarty, a nawet wytworne oktawy. Dźwiękową przestrzeń niejednokrotnie ubarwiają nakładające się na siebie współbrzmienia wokalne, czasem dublujące główną melodię, to znów wchodzące z nią w dyskretne, wielogłosowe kontrapunkty. Owym intymnym pejzażom towarzyszą kunsztowne motywy gitary, nierzadko akordowe, częściej jednak oparte na repetytywnych, wręcz minimalistycznych riffach, wyznaczających żelazny korpus większości utworów. Począwszy od drugiej płyty José González odważniej eksperymentuje z harmonią oraz formą piosenek, we mnie jednak najsilniejsze emocje wzbudzają klimatyczne, szczere ballady, czyniące debiutancką płytę zaanonsowanego twórcy dziełem absolutnie nietuzinkowym.

TAGS
Agata Zakrzewska
Warszawa, PL

Muzyka jest moją największą pasją, gdyż żyję nią jako słuchaczka, ale też wokalistka, wykonując przede wszystkim piosenkę literacką i poezję śpiewaną z własnym akompaniamentem fortepianowym. Cenię piękne i mądre teksty, zwłaszcza Młynarskiego, Osieckiej czy Kofty.