Doznanie optymistycznych treści w otoczeniu zmysłowego altu
Moja dzisiejsza rekomendacja to debiutancki album charyzmatycznej artystki Doroty „Doris” Berent, zatytułowany W drodze. Składa się na niego dziewięć piosenek, urzekających przystępnymi melodiami oraz podnoszącymi na duchu, egzystencjalnymi tekstami.
Jaką drogę opisuje płyta Doroty „Doris” Berent? Wyboistą, krętą, jednak moim zdaniem w gruncie rzeczy mknącą w stronę światła i nadziei. Muzycznie wokalistka obficie czerpie z szeroko pojętej estetyki rocka, pełnej wyrazistych elementów bluesa, a chwilami nawet country. Poetyckie frazy ujmują szczerością życiowych prawideł, zaśpiewanych dystyngowanym, głębokim altem. Album W drodze rozpoczyna ballada o wymownym tytule Siła. Żyzne podłoże instrumentalne stanowią tu spazmatyczne dźwięki basu, wsparte perkusyjnymi szmerami. Linia melodyczna zwrotek odznacza się repetycjami pojedynczych dźwięków oraz wytwornymi, sekundowymi odległościami w kierunku opadającym. Chwilę później wokalistka wyraźnie intonuje błagalną odezwę: „świecie, daj się usłyszeć pośród zgiełku dnia”, a muzyczną przestrzeń wzmacniają wówczas motoryczne chórki na samogłosce „a”, podbite rozłożonymi akordami gitary. Życiodajny, na wskroś rockowy refren zachwyca wykonawczymi detalami, takimi jak iście bluesowy dźwięk w wyrazie „na”, a także malownicze glissando (płynne prześlizgnięcie pomiędzy dźwiękami) rozjaśniające słowo „gwiazd”. W kolejnym refrenie wykonawczyni finezyjnie zmienia melodię we frazie: „pod morzem gwiazd”. Z kolei gitara raczy nas hymnicznymi, kostropatymi motywami, niejednokrotnie dublującymi melodię wokalną, która otacza zagrzewające do walki słowa: „siła jest w Tobie, siła jest we mnie”. Utwór Jutrzejszy dzień cechuje melancholia sekundowo-tercjowych odległości wokalnych. Salwy niskich dźwięków oplatają choćby frazę: „narodziłam się na nowo”. Ascetyczny akompaniament instrumentalny głównie wypełniają chłodne płaszczyzny klawiszy, wzbogacone marszowymi terkotami perkusji. Począwszy od pierwszego, niezwykle ekspresyjnego refrenu, do głosu dochodzą chrapliwe pejzaże gitary. Oczyszczający tekst to z jednej strony rozpoczęcie nowego egzystencjalnego etapu, z drugiej natomiast majacząca w oddali przeszłość, na gruzach której narratorka próbuje się odrodzić. Bluesowy sznyt piosenki Wolny anioł wyznaczają gitarowe współbrzmienia i przestrzenne chóry. Wokalistka z gracją domyka lapidarne frazy długimi dźwiękami. Poszczególne słowa przyprósza gardłową chrypką, a wyraz „lęku” upiększa kunsztownym melizmatem (rozłożystym ozdobnikiem). W refrenie wykonawczyni dynamicznie zawisa na początkach niektórych wyrazów, takich jak „przyznam”, czy „wolnym”. Kulminacyjny wers: „póki starczy mi sił” podlega mantrycznym repetycjom oraz wykwintnym ozdobnikom.
Najbliższa mi kompozycja na recenzowanej płycie nosi tytuł Czemu nie. Od pierwszego przesłuchania ujęła mnie optymistycznym przesłaniem oraz pogodnym charakterem linii melodycznej. Witalne, sekundowo-tercjowe odległości, czasem przełamane hymnicznymi kwartami, układają się w symetryczne (najczęściej siedmiodźwiękowe) frazy. W refrenie zawieszam ucho na podniosłym, kwartowym skoku, okalającym drugą sylabę wyrazu „tańczyć” oraz słowo „chce”. Linię melodyczną ozdabiają wówczas majestatyczne stukoty gitary. Urozmaicenie melodii ma miejsce w zupełnie nowym fragmencie, zainicjowanym słowami: „łap, co sercu daje miód”. Objawia się tutaj baśniowe zamglenie jazzujących, tercjowych motywów w wysokim rejestrze. Opisywane dzieło finalizują tytułowe wyrazy, ubrane w strojną szatę uroczystego, quasiśredniowiecznego całego tonu. Radosne, przesiąknięte idealizmem strofy namawiają, by pomimo niezbadanego losu i niewesołych wydarzeń cieszyć się życiem, płynąc z prądem jego pięknej melodii. Dźwiękową oś kompozycji Cofam czas zapewniają łkające motywy klawiszy, zaostrzone chropowatymi płaszczyznami gitary. Wokalistka snuje tu mglistą linię melodyczną, gdzieniegdzie zagęszczoną wątłymi, klawiszowymi pejzażami, swoją barwą imitującymi instrumenty smyczkowe. Od drugiej zwrotki bezwzględny chłód upływającego czasu symbolizuje perkusja, uskuteczniając równomierne, rytmiczne stukoty. Całość wieńczą przestrzenne odgłosy natury, bardziej wzbudzające lęk, niźli kojące. Miniaturkę o wdzięcznym tytule Najlepiej wyróżniają hymniczne, klawiszowe akordy, z czasem ustępujące miejsca katarynkowym, gitarowym melodiom. Zwięzłe frazy wokalne kształtują wznoszące, śpiewne motywy, oparte na wszędobylskich sekundach oraz tercjach. W tekście roi się od szczerych, krzepiących zapewnień: „kiedy najgorzej, stopię lód, (…) będę przy Tobie, będę tu”.
Myślą przewodnią tekstów Doroty „Doris” Berent niejednokrotnie staje się igranie z czasem – chęć zatrzymania go oraz refleksja nad upływem pędzących chwil. Dowodem na potwierdzenie mojej tezy niechaj będzie kolejna piosenka, zatytułowana krótko, ale treściwie Czas. Prosty schemat fortepianowych akordów i motoryka perkusyjnych uderzeń sprzyjają rozkwitowi nostalgicznej linii melodycznej. Gładka opowieść wokalna nierzadko opiera się na pojedynczych, dźwiękowych repetycjach. Szczególnie frapująco brzmi wers: „niebo niebieskie mnie męczy”, z którego zupełnie niespodziewanie tworzy się pogodny, rozłożony akord w kierunku wznoszącym. Przez refren przemykają intrygujące, klawiszowe piski, ochoczo kontynuowane w następnej zwrotce, a wiodącą melodię spajają zwiewne ornamenty. Repetytywna dźwięczność jest domeną usytułowanych blisko siebie słów „gonitwa” i „modlitwa”, natomiast gęste zmiany akordów przyświecają wersowi: „a kiedy będzie tak”, przypieczętowanemu na samym końcu malowniczym pogłosem. Kompozycję Twoja historia kreują masywne uderzenia perkusji wespół z maszynowymi motywami klawiszy. W zwrotkach słychać baśniowy, subtelny wokal, intonujący śpiewną melodię, upstrzoną dostojnymi, dźwiękowymi repetycjami. Nasycony niskimi częstotliwościami alt Doroty Berent objawia się w pełnej krasie dopiero podczas nośnych przedrefrenów. Ich nieodłącznym atrybutem są życiodajne złote myśli: „przestań czekać, tylko złap za ster”. W refrenie przybierają na sile hymniczne motywy klawiszy, kontrastujące z klarownymi ornamentami, upiększającymi partię wokalną. Finalizujące utwór gitarowe solo przyciemnia melancholia udramatyzowanych półtonów. Epilog recenzowanego wydawnictwa jest zatytułowany Powiedz. Linię melodyczną budują witalne, kwintowe skoki w kierunku opadającym, które otulają na przykład słowa „nic” i „już”. Bluesowy liryzm okala natomiast lapidarne domknięcia fraz, takie jak: „póki miłość w nas”. Tekst namawia do delektowania się miłością tu i teraz, a także śmiałego wyrażania swych uczuć: „powiedz głośno, że mnie kochasz”. Zupełnie nowy fragment rozpoczynają zalotnie zaintonowane słowa: „przy Tobie to czuję, nic nie brakuje mi”, rozbrzmiewające przy zautomatyzowanym pulsie sekcji rytmicznej. Słyszalne tuż po tym fragmencie powtórzenie refrenu przepełnia głębia tęsknej intymności. Za chwilę jednak refren ponownie otrzymuje swą ekspresyjną oprawę, doprowadzając do definitywnego zwieńczenia piosenki.
Album W drodze Doroty „Doris” Berent to misternie utkany zestaw dziewięciu melodyjnych piosenek, urzekających szczerymi, egzystencjalnymi tekstami, w których trudy życia pomaga zwalczać nadzieja, świetlisty kompas na drodze ich twórczyni. Warstwa muzyczna wszystkich utworów zachwyca siłą rockowej ekspresji, a zmysłowy, niski alt wokalistki, niejednokrotnie przyciemniony charakterną chrypką, hipnotyzuje emocjonalnym żarem. Wykonawczyni nierzadko zdobi melodie zwiewnymi ornamentami, to znów niektóre fragmenty wzbogacając bluesowymi dźwiękami, a nawet wyrazistym pierwiastkiem swingu. Trzymam kciuki za dalsze poczynania Doroty „Doris” Berent, której inspirująca, pełna rockowego mroku, ale i popowej lekkości muzyka dostarczyła mi ostatnio wielu wzruszeń.



