Płyty

Doznanie saksofonowej śpiewności

29 stycznia 2021
Dawno nie pisałam o muzyce klasycznej, zatem dziś odrobina Debussy’ego, Dvoraka, Rachmaninova i innych, jednakże w dosyć niekonwencjonalnym, gdyż saksofonowym wydaniu. Zdezorientowani zapytacie, co łączy saksofon, zazwyczaj charakterystyczny dla jazzu, z muzyką klasyczną? Odpowiedź na to pytanie jest prosta – dla polskiej pierwszej damy saksofonu – Aliny Mleczko, nie ma rzeczy niemożliwych. Powróciłam ostatnio do jej absolutnie wyjątkowej płyty, wydanej w 2003 roku, zatytułowanej Siesta.

Na albumie Siesta Alinie Mleczko towarzyszą znakomici muzycy – Kwartet Prima Vista oraz kontrabasista – Paweł Pańta. Smyczkowe partie są tutaj często nie tylko akompaniamentem, lecz także równoprawnym partnerem solistki, kreującym w dużej mierze niezależne melodie (kontrapunkty). Opisywaną muzykę cechuje wytworność, wręcz Francja-elegancja. Nieprzypadkowo przywołałam Francję, bowiem utwory kompozytorów z kraju nad Sekwaną stanowią tutaj najliczniejszą grupę dzieł. Całość otwiera jeden z najbardziej emocjonalnych fragmentów kompozycji Gymnopedies, autorstwa Erica Satiego. Utwór wykreowany z myślą o fortepianie solo, w saksofonowo-smyczkowej obsadzie nabrał zupełnie nowych kolorów. Początkowo partia smyczków jest tajemnicza, pełna dźwięków pizzicato, wygenerowanych za pomocą szarpania strun palcami. Jakby w kontraście, saksofon gra jasną barwą, eksponując wysoki rejestr, przez co brzmienie instrumentu łudząco przypomina klarnet. Czasem tylko do głosu dochodzą ostre i przenikliwe dźwięki, zdające się trwać w nieskończoność. Jedynie sporadycznie przerywają je dość gwałtowne i spazmatyczne oddechy Aliny Mleczko, wspaniale nabudowujące dramaturgię. Kolejny utwór, obdarzony francuską subtelnością to Claire de lune Claude’a Debussy’ego. Malownicza, saksofonowa melodia rozbrzmiewa tutaj na tle delikatnych, smyczkowych akordów, płynąc tak, jakby stanowiła jedną frazę, nieprzedzieloną nawet najmniejszym oddechem. W połowie kompozycji dość niespodziewanie słychać kilka ostrych, chropowatych dźwięków w partii saksofonu. Pod koniec jednak nastrój uspokaja się i ponownie do głosu dochodzi łagodna, rozpoznawalna od pierwszych dźwięków melodia, obrazująca światło księżyca. Podniosłość i melancholia zarazem to wyznaczniki dzieła ostatniego francuskiego twórcy, którego kompozycję słyszymy na albumie Siesta. Mam na myśli Maurice’a Ravela i jego tajemniczą Pawanę na śmierć infantki. Tutaj znów sekwencja dźwięków saksofonu płynie wartkim strumieniem, a smyczki swym miarowym akompaniamentem wspaniale ją upiększają. Ponadto, w opisywanym utworze z ogromną uwagą wsłuchuję się w łagodną jasność barwy solowego instrumentu, współgrającą z motorycznym pulsem smyczków.

Oprócz francuskich kompozytorów, pojawili się na albumie Siesta również twórcy słowiańscy. Typowa, rosyjska śpiewność i melancholia zaistniała za sprawą Wokalizy Rachmaninowa, wieńczącej jego 14 pieśni op. 34. Alina Mleczko urzekła mnie tutaj perfekcją wykonawczą i kontrastami nastrojów. Jest w tym utworze bowiem tak często przeze mnie podkreślana śpiewność, ale i dramatyzm w postaci dźwięków raptownie zgłaśnianych i ściszanych, co fachowo z języka włoskiego zwie się kolejno „crescendo” oraz „diminuendo”. Jeszcze jeden słowiański reprezentant – Antonin Dvorak, ozdobił niniejszą płytę swoim słynnym Słowiańskim tańcem op. 72, utrzymanym w tonacji e-moll. Początkowo, oczarowały mnie w tej interpretacji egzotyczne ozdobniki saksofonu, grającego a cappella. Dopiero później, kompozycja nabiera tanecznego charakteru, za sprawą smyczków, równo odmierzających charakterystyczny rytm posuwistego walca. Wraz z rozwojem utworu, tempo staje się nieco żwawsze, a dostojny walc przeistacza się w lekkiego, wirtuozowskiego walczyka.

Na albumie z pierwszoplanową rolą saksofonu nie mogło rzecz jasna zabraknąć jazzowego akcentu. Okazał się nim znakomity standard Antonia Carlosa Jobima, zatytułowany How Insensitive. Pobrzmiewa tutaj żarliwość tanga, rytmicznie wyeksponowana w dźwiękach smyczków. W partii saksofonu rzecz jasna króluje melodyjność i delikatność, jednakże upiększona ognistymi, energicznymi akcentami typowymi dla tanga oraz szorstkimi, wręcz lekko zachrypniętymi współbrzmieniami rodem z jazzu.

Skoro wspomniałam o muzyce klasycznej oraz jazzie, to czyż może nas coś jeszcze zaskoczyć? Otóż tak, bowiem znalazło się również miejsce dla akcentu filmowego. Jest to mój absolutny faworyt na opisywanym albumie. Mam na myśli fragment ścieżki dźwiękowej filmu Cinema Paradiso, którego kompozytorem jest wybitny Ennio Morricone. Niniejsza aranżacja fascynuje mnie swoją oryginalnością, gdyż stanowi połączenie dwóch epizodów – romantycznego tematu miłosnego oraz żywiołowego fragmentu, zatytułowanego od imion bohaterów – Toto e Alfredo. Jak przystało na melodię miłosną, zarówno saksofon, jak i instrumenty smyczkowe perfekcyjnie uwydatniły jej romantyzm oraz rozmarzony nastrój. Jakby w kontraście, uroczysty temat Toto e Alfredo urzekł mnie swoją motoryką, szczególnie wyeksponowaną w krótkich, czterodźwiękowych, saksofonowych motywach, wspartych uroczystymi, smyczkowymi akordami.

Album Siesta Aliny Mleczko wbrew tytułowi nie jest dla mnie muzyką relaksacyjną, lecz stanowi żarliwą paletę brzmieniowych kolorów oraz frapujących, emocjonalnych pejzaży. Królują na nim łagodność i śpiewność, uwydatnione w każdym, perfekcyjnie wyważonym dźwięku saksofonu. Nie brakuje tu jednak motorycznej rytmiczności ze szczyptą mroku, wykreowanej przez kwartet Prima Vista oraz kontrabasistę – Pawła Pańtę. Saksofon klasyczny, filmowy i jazzowy – taka mnogość odcieni nie zdarza się często, posłuchajcie zatem Siesty, która jak trzeba ukoi, ale i doda energii za sprawą ognistej, często nawet tanecznej rytmiki.

TAGS
Agata Zakrzewska
Warszawa, PL

Muzyka jest moją największą pasją, gdyż żyję nią jako słuchaczka, ale też wokalistka, wykonując przede wszystkim piosenkę literacką i poezję śpiewaną z własnym akompaniamentem fortepianowym. Cenię piękne i mądre teksty, zwłaszcza Młynarskiego, Osieckiej czy Kofty.