Płyty

Doznanie wyjątkowości polskiego jazzu

7 listopada 2019
Podczas wszechobecnego, listopadowego czasu zadumy z przyjemnością powróciłam do polskiej klasyki jazzowej sprzed lat. Chociaż mam świadomość, iż o albumach Astigmatic Krzysztofa Komedy oraz Kujaviak Goes Funky Zbigniewa Namysłowskiego napisano dosłownie wszystko, postanowiłam jednak podzielić się z Wami moim emocjonalnym uniesieniem tą muzyką. Owe płyty stanowią dla mnie bowiem świadectwo oryginalności brzmienia polskiego jazzu.

Album Astigmatic Krzysztofa Komedy został nagrany w pięknym, a zarazem szalenie różnorodnym dla muzyki czasie, gdyż w roku 1965. W jego skład wchodzą trzy niezwykle rozbudowane utwory, zachwycające zarówno artystyczną wirtuozerią, jak i tęskną melodyjnością. Chociaż kompozycja tytułowa zajmuje niemal połowę płyty, to ani przez chwilę się nie dłuży. Poraża mnie swoją dynamiką i gęstą fakturą. Z jednej strony wysuwają się w niej na pierwszy plan melodyjne solówki saksofonu Zbigniewa Namysłowskiego i trąbki Tomasza Stańki, z drugiej natomiast urzekają mnie swą subtelnością płynne, malownicze pejzaże fortepianowe Krzysztofa Komedy. Warto też wspomnieć o kunsztownej sekcji rytmicznej, roztaczającej burzliwy nastrój mrocznej tajemniczości. Najbliższym mi utworem z Astigmatic jest (znajdująca się w samym centrum) Kattorna, pełna na wskroś słowiańskiej melodyjności. W tej kompozycji wspaniale współistnieją ze sobą partie saksofonu i trąbki. Dźwięki wytwarzane przez Tomasza Stańkę brzmią ostro, czasem nawet odrobinę zgrzytliwie, a saksofon Namysłowskiego swinguje łagodnie i ciepło, gdzieniegdzie tylko ekspresyjnie akcentując pojedyncze dźwięki. Na tle tej zniewalającej śpiewności, leniwie rozwijają się płynne solówki Komedy, okraszone zamaszystą motoryką sekcji rytmicznej. Nostalgiczna, melodyjna zaduma jest także znakiem rozpoznawczym wieńczącego album utworu Svantetic. Z niebywałą uwagą wsłuchuję się tu w tęskne współbrzmienia saksofonu i trąbki, znów tak bardzo polskie i miłe dla ucha. Nie brakuje jednak tej kompozycji wirtuozowskiego rozmachu i ekspresyjnych improwizacji, czyniących ją po prostu jazzowym arcydziełem.

Album Kujaviak Goes Funky narodził się w 1975 roku, czyli dokładnie dekadę później od opisywanego poprzednika. Co ciekawe, celowo nie recenzuję płyty Winobranie (być może bardziej kultowej dla twórczości Namysłowskiego), po prostu Kujaviak… silniej oddziałuje na moje emocje. Oprócz melodyjnego liryzmu, dostrzegam na tej płycie silne inspiracje rodzimym folklorem. Nawiązuje do nich przede wszystkim tytuł, przywołujący kujawiak – jeden z czołowych polskich tańców narodowych. Album otwiera żarliwy utwór tytułowy, złożony z dwóch skontrastowanych części i fascynujący swym muzycznym bogactwem. Pełno w nim bowiem delikatnych i śpiewnych saksofonowych melodii, jak również hałaśliwej, wirtuozowskiej ekspresji. Sekcja rytmiczna znakomicie buduje dramaturgię całości, a klawiszowe, perliste solówki kunsztownie wypływają spod palców Wojciecha Karolaka. W melancholijnej kompozycji Smutny Jasio każdorazowo jestem pod wrażeniem kolorystyki brzmieniowej. Mroczna, nasycona barwa jest domeną saksofonu altowego Zbigniewa Namysłowskiego, a jaśniejsze i nieco delikatniejsze dźwięki artystycznie kreuje tu Tomasz Szukalski na saksofonie sopranowym. Senny, stonowany nastrój zapada wraz z nadejściem utworu Quiet Afternoon. Leniwą, przyjemną dla ucha przestrzeń tworzy w nim sekcja rytmiczna, a także delikatne, saksofonowe współbrzmienia, ciepło rozlewające się w ramach tej instrumentalnej, romantycznej opowieści. Album wieńczy prawdziwe arcydzieło, czyli moja ukochana Zabłąkana owieczka. Oprócz wzruszającej mnie do łez tęsknej melodyjności, która kojarzy mi się momentami z muzyką klezmerską, pojawiają się w niej cytaty z folkloru podhalańskiego. Saksofonowe partie Namysłowskiego i Szukalskiego zachwycają energiczną pełnią brzmienia, tak charakterystyczną dla góralskich kapel, grających zazwyczaj spontanicznie i prosto z serca. Moim zdaniem, kompozytor zawarł tu po prostu całą paletę barw, od zawadiackiej, saksofonowej surowości, aż do krystalicznej czystości akordów Wojciecha Karolaka. Ponadto na uwagę zasługuje ekspresyjny, kunsztowny akompaniament sekcji rytmicznej w postaci mrocznych dźwięków gitary basowej Pawła Jarzębskiego, jak również motorycznie pulsacyjnej partii perkusji Czesława Bartkowskiego. Zabłąkana owieczka jest w mojej opinii przykładem najbardziej spójnego i chwytającego za serce wykorzystania góralskiego folkloru w muzyce jazzowej.

Dwa fonograficzne arcydzieła – Astigmatic Krzysztofa Komedy oraz Kujaviak Goes Funky Zbigniewa Namysłowskiego to niezwykle wyjątkowe i przełomowe albumy dla polskiego jazzu. Warto w tym miejscu dopowiedzieć, że definiują one styl, nazywany w branży muzycznej Polish Jazzem. Przede wszystkim, zawarta na nich słowiańskość melodyjnych tematów oraz (słyszalne szczególnie na drugiej z wymienionych płyt) inspiracje polskim folklorem zapewniają tej muzyce brzmieniową oryginalność. Nie należy jednak zapominać o wirtuozowskim kunszcie wykonawców, nadającym tym albumom emocjonalną ekspresję. Lata mijają, a twórczość NamysłowskiegoKomedy wciąż żyje i niech dowodem na to będzie niezwykła jej popularność, zarówno w Polsce, jak i poza granicami naszego kraju.

TAGS
Agata Zakrzewska
Warszawa, PL

Muzyka jest moją największą pasją, gdyż żyję nią jako słuchaczka, ale też wokalistka, wykonując przede wszystkim piosenkę literacką i poezję śpiewaną z własnym akompaniamentem fortepianowym. Cenię piękne i mądre teksty, zwłaszcza Młynarskiego, Osieckiej czy Kofty.