Koncerty

Doznanie wirtuozowskiego żaru hiszpańskich dźwięków flamenco

12 kwietnia 2024
W ubiegłą niedzielę (7 kwietnia) katowicka sala NOSPR zapłonęła hiszpańskim ogniem muzyki flamenco. Sprawcą owych magicznych dźwięków był (urodzony w Almerii) gitarzysta – Tomatito, znany m.in. ze współpracy z legendą tego muzycznego gatunku – Paco de Lucią. Podczas katowickiego koncertu towarzyszył mu niezwykle utalentowany, pięcioosobowy zespół.

Tym, co najbardziej porywa mnie w estetyce flamenco, jest tęskna melodyjność, temperament oraz wykonawcza precyzja wirtuozowskich popisów wokalno-instrumentalnych. Wszystkie powyższe aspekty usłyszałam w brawurowej grze Tomatito oraz towarzyszących mu instrumentalistów. Cały koncert zaczął się jednak kameralnie i nawet trochę początkowo byłam zawiedziona akustycznymi warunkami katowickiego obiektu koncertowego, który zdołał mnie już zachwycić swą dźwiękową selektywnością, gdy przed rokiem podziwiałam kunszt mistrza jazzowej śpiewności – Jana Garbarka. Zanim jednak utknęłam w malkontenckich rozmyślaniach, zorientowałam się, że jedynie przez chwilę muzyka słyszalna była z oddali, a z czasem akustyka stopniowo ulegała poprawie. Wreszcie nadszedł moment, gdy kunszt dwóch wirtuozów gitary, czyli Tomatito oraz jego syna – José del Tomate, dotarł do mnie z całą mocą. Niezwykle wzruszający jest ten międzypokoleniowy wymiar wspólnego muzykowania i bardzo bym chciała, by za kilkadziesiąt lat syn Tomatito z powodzeniem kontynuował muzyczną tradycję swego ojca, grając koncerty flamenco. Dał się bowiem poznać jako prawdziwy wirtuoz gitary, racząc nas kaskadami gęstych pasaży.

Niestety, nie sypnę Wam jak z rękawa tytułami usłyszanych utworów, gdyż nawet nie były one zapowiadane w czasie rzeczywistym. Tomatito ograniczył się do zwięzłej konferansjerki, w dodatku wyłącznie po hiszpańsku. Moją uwagę przykuło jednak kilka charakterystycznych kompozycji. Pełen uczucia moment stanowił hołd, złożony niekwestionowanemu królowi gitary flamenco, nauczycielowi i mentorowi Tomatito – Paco de Lucii. W owym przesiąkniętym liryzmem zwiewnych, rozłożonych akordów dziele, można było usłyszeć melodyjne cytaty z przepastnej twórczości mistrza. Nie zabrakło też typowych form flamenco, takich jak zadziorne, ogniście rytmiczne Tangos, czy (zasługujące na choć kilka słów opisu) efektowne Bulerías. Ta jakże dźwięczna nazwa pochodzi od hiszpańskiego słowa „burlar”, oznaczającego czasownik „kpić”. Etymologii należy również szukać w innym wyrazie – „bulleria” –„hałas”. Rzeczona forma ma w sobie emocjonalne udramatyzowanie, a od muzyków wymaga zwinności oraz koncentracji na czynniku rytmicznym. W ramach relacjonowanego koncertu usłyszałam przynajmniej dwie tego typu kompozycje. Cechowała je śpiewność, ale też swoboda artystyczna, przejawiająca się w improwizowanych, gdzieniegdzie zahaczających nawet o jazz, fragmentach, zagranych nie tylko na gitarach. Tutaj pozwolę sobie płynnie przejść do warsztatowej szlachetności pozostałych instrumentalistów.

Czymże bowiem byłoby flamenco bez mocnego, gardłowego, ozdobnego śpiewu oraz charakterystycznego tańca? Niespożyta moc wokalna, przepełniona ostrymi dźwiękami, a także efektownymi ornamentami, zaistniała za sprawą dwóch śpiewaków. Ich nazwiska to – Kiki CortiñasMorenito de Íllora. Siła owych przestrzennych wielogłosów przeszła moje najśmielsze oczekiwania w jednym z ostatnich utworów, gdy wykonawcy wydobywali z siebie długie, chrapliwe dźwięki. Perkusyjne stukoty były zasługą muzyka o pseudonimie Piraña, który szczególnie urzekł mnie gwałtowną, hałaśliwą solówką na cajónie, wypływającą na powierzchnię z pokaźnej gęstwiny pozostałych warstw. Instrumentalistom towarzyszyła ponadto tancerka – Karime Aguilar. Dała się przede wszystkim poznać jako mistrzyni stepowania, w nomenklaturze flamenco określanego mianem „zapateado”. Używała do niego specjalnie podkutych butów. Imponującą, rytmiczną wirtuozerię uzyskiwała poprzez stukoty obcasem i czubkiem buta. Warto również podkreślić jako ciekawostkę, że chcąc wzmóc potęgę rytmiczno-brzmieniowych efektów, równocześnie z zasygnalizowanymi przed momentem popisami, pstrykała palcami i uderzała rękami o uda. Zaznaczę ponadto, że jednym z nieodłącznych elementów, eksponujących oryginalność rytmiki flamenco, jest klaskanie, czyli tzw. „palmas”. Czasem klarowne i delikatne, to znów zamaszyste poklaskiwania, uskuteczniali śpiewacy wraz z tancerką. Zgromadzona publiczność przyjęła muzyków niezwykle ciepło, zgotowując im owacje na stojąco i reagując przenikliwymi okrzykami na wszystkie ekspresyjne fragmenty.

Koncert Tomatito w katowickiej sali NOSPR był dla mnie ogromnym przeżyciem, dzięki któremu bez trudu  dałam się ponieść wirtuozowskiej żarliwości muzyki flamenco wprost z dalekiej Hiszpanii. Gitarowe improwizacje, perkusyjna rytmiczność, wokalne popisy oraz taneczna precyzja dostarczyły mi mnóstwa wzruszeń. Podczas zrelacjonowanego wydarzenia ani trochę nie miałam poczucia nadmiernego efekciarstwa. Górę wzięła bowiem emocjonalność, w urzeczywistnieniu której sprawni warsztatowo muzycy również okazali się przodownikami.

TAGS
Agata Zakrzewska
Warszawa, PL

Muzyka jest moją największą pasją, gdyż żyję nią jako słuchaczka, ale też wokalistka, wykonując przede wszystkim piosenkę literacką i poezję śpiewaną z własnym akompaniamentem fortepianowym. Cenię piękne i mądre teksty, zwłaszcza Młynarskiego, Osieckiej czy Kofty.