Koncerty

Doznanie brzmienia malowniczych przestrzeni

5 lutego 2019
W ostatni weekend stycznia rozpoczęła się szesnasta edycja festiwalu „Łańcuch”. Na wstępie zaznaczę, że ideą festiwalu jest coroczne upamiętnienie twórczości Witolda Lutosławskiego i zawsze odbywa się w Studiu Polskiego Radia jego imienia. Choć uwielbiam kompozycje Lutosławskiego, postanowiłam nie odnosić się dziś do jego utworów. Skupię się natomiast na koncercie inaugurującym, a konkretnie na dwóch dziełach, które stworzyli dwaj klasycy drugiej połowy XX wieku – Iannis Xenakis oraz György Ligeti.

Pomimo wielu muzycznych różnic u obu twórców dostrzegłam jedną wspólną cechę – poszukiwanie nowych rozwiązań w zakresie przestrzeni brzmieniowych. Zanim krótko scharakteryzuję festiwalowe utwory obu kompozytorów, dopowiem, że wykonawcami opisywanego koncertu byli Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia pod dyrekcją Alexandra Liebreicha oraz Zespół Śpiewaków Miasta Katowice Camerata Silesia.

Metastaseis Xenakisa to jego manifest brzmieniowy z początku lat 50., skomponowany na sześćdziesięciu jeden instrumentalistów. Malowniczą, a jednocześnie niezwykle gęstą przestrzeń muzyczną kształtują tu glissanda (płynne prześlizgnięcia po kolejnych dźwiękach). Wykonanie z festiwalu „Łańcuch” było jednak inne od tych, które słyszałam dotychczas, bo chociaż gęste i niezwykle płynne, to jednak dosyć ciche. Zwróciłam też uwagę na krótkie, ale intrygujące pod względem kolorystycznym uderzenia perkusyjne, stanowiące jakby przerywniki między kolejnymi przestrzennymi glissandami. Paradoksalnie nawet ostre, szorstkie dźwięki instrumentów dętych rozbrzmiewały w tym utworze cicho i łagodnie.

Druga kompozycja, o której postanowiłam dziś napisać, jest prawie dwadzieścia lat młodsza od Metastaseis; pochodzi z 1972 roku. Mam na myśli Clocks and Clouds Ligetiego na dwanaście głosów żeńskich i orkiestrę. Dzieło to odznaczało się jeszcze większą płynnością i malowniczością niż wcześniejszy utwór. Charakterystyczną cechą melodycznych motywów były niewielkie odległości pomiędzy dźwiękami, a poszczególne partie instrumentalne odpowiadały – moim zdaniem – za coraz to nowe brzmieniowe przestrzenie. Z niebywałym skupieniem selekcjonowałam w głowie warstwy muzyczne, w które chciałam się wsłuchać w danej chwili. Najłagodniej brzmiały głosy żeńskie oraz instrumenty dęte drewniane, domeną smyczków było natomiast granie przenikliwe i nieco szorstkie. Z kolei przestrzeń złożona z harfy oraz instrumentów perkusyjnych, choć najsłabiej słyszalna, wyróżniała się najbogatszą paletą delikatnych brzmieniowych barw. W gruncie rzeczy Clocks and Clouds odebrałam jako utwór niezwykle przyjemny dla ucha, swoją łagodnością i nieco medytacyjnym charakterem wprowadzający wręcz w metafizyczny wymiar dźwięków, nieznany mi chyba nigdy wcześniej.

Mam świadomość, że piszę dziś o muzyce, która nie jest bardzo przystępna, mnie jednak urzeka i niezwykle porusza. Na pierwszy rzut ucha przestrzenie brzmieniowe w dziełach LigetiegoXenakisa mogą być trudne w odbiorze, ale nie ujmuje im to szlachetności. Moim zdaniem, piękna w muzyce należy czasem poszukać nieco głębiej – absolutnie nie tkwi ono jedynie w prostych, wpadających w ucho melodiach.

TAGS
Agata Zakrzewska
Warszawa, PL

Muzyka jest moją największą pasją, gdyż żyję nią jako słuchaczka, ale też wokalistka, wykonując przede wszystkim piosenkę literacką i poezję śpiewaną z własnym akompaniamentem fortepianowym. Cenię piękne i mądre teksty, zwłaszcza Młynarskiego, Osieckiej czy Kofty.