Muzycy Płyty

Doznanie miłosnego piękna

26 czerwca 2020
W zeszłym tygodniu miały miejsce urodziny prawdziwego muzycznego giganta, można powiedzieć, że twórcy wszech czasów – Paula McCartneya. Pisałam już tu na jego temat niejednokrotnie; trzy teksty poświęciłam Beatlesom, jakiś czas temu też recenzowałam mój ulubiony album zespołu Wings. Nigdy jednak nie pochyliłam się nad solowym dorobkiem McCartneya, a szczególnie dwie jego płyty absolutnie nie są mi obojętne. Mam na myśli Flaming Pie z 1997 roku oraz Chaos and Creation in the Backyard z roku 2005.

Z obu albumów wybrałam po trzy piosenki, które moim zdaniem są wręcz przepełnione miłością i pięknem. W tekstach Paul McCartney zaprezentował tu wszelkie odcienie miłosnych uniesień, natomiast wspomniane piękno to z jednej strony urok zjawiskowych melodii, z drugiej z kolei spoziera ono na nas z samych tytułów – np. Beautiful Night czy She’s So Beautiful.

Pierwszy utwór z płyty Flaming Pie, o którym chciałabym napisać to Somedays, brzmiący bardzo beatlesowsko nie tylko z uwagi na kompozytora, lecz także na gęstwinę pięknych, orkiestrowych współbrzmień wykreowanych przez piątego BeatlesaGeorge’a Martina. Aranżacja orkiestrowa znakomicie upiększa tę kompozycję, jest czymś w rodzaju ornamentu, obok którego nie można przejść obojętnie. Instrumenty smyczkowe grają tu bardzo gładko i płynnie, natomiast sekcja dęta drewniana brzmi nieco bardziej ekspresyjnie, czego dowodem jest ostatni refren, w którym pojawia się pogodna i frywolna melodia w partii oboju. Czar przestrzennych i malowniczych akordów roztacza harfa, a gitarowe solówki, zagrane przez samego Paula McCartneya, wprost zniewalają swoją przestrzennością, pełną prostoty oraz klimatycznego efektu echa.

Kolejna wybrana przeze mnie kompozycja to kameralna miniaturka, zatytułowana Calico Skies, która dla mnie jest muzyczną odpowiedzią na magiczne, beatlesowskie arcydzieło – Blackbird. W opisywanej piosence, tak jak we wspomnianym przeboju Beatlesów sprzed lat, przede wszystkim dochodzi do głosu magia subtelnego wokalu McCartneya, otoczonego skromnym akompaniamentem gitary akustycznej, również jego autorstwa. Wokalista ciepłą, jasną barwą przenosi nas w świat tytułowego, trójkolorowego (prawdopodobnie biało-czarno-pomarańczowego) nieba, na którego tle można dostrzec miłość, przepełnioną chwytającymi za serce pragnieniami o dozgonnym jej trwaniu.

Najbardziej różnorodną pod względem formalnym piosenką z albumu Flaming Pie jest Beautiful night, w której Paul McCartney ponownie (jak za starych, beatlesowskich czasów) nawiązał współpracę ze znakomitym perkusistą – Ringo Starrem. Ponadto, tutaj też za partię orkiestry odpowiada George Martin. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że utwór powstał ponad dekadę przed wydaniem go na płycie, w 1986 roku. Postarałam się dość wnikliwie przeanalizować obie wersje i doszłam do wniosku, że w porównaniu z końcowym efektem, wcześniejsze wykonanie było właściwie tylko kameralnym zarysem. Owszem, już wtedy pierwszoplanową rolę odgrywała śpiewna melodia, wsparta fortepianowymi akordami McCartneya oraz motorycznym, perkusyjnym pulsem Ringo Starra. Cały kolorystyczny kunszt jednak miał upiększyć tę kompozycję dopiero po latach. George Martin zaprosił bowiem do współpracy 39. muzyków orkiestrowych, dzięki którym słyszymy tu zarówno malownicze motywy smyczków, jak i dynamiczne melodie instrumentów dętych blaszanych. Warto także zwrócić uwagę na ekspresyjną kulminację, w ramach której McCartney ostro i dynamicznie zagrał na gitarze. Swój udział w tej piosence miał też Jeff Lynne, szerzej znany z zespołu Electric Light Orchestra, który zagrał w Beautiful Night na gitarze akustycznej.

Druga, najbliższa mi płyta w dorobku Paula McCartneya to Chaos and Creation in the Backyard, z której na początek wybrałam piosenkę Jenny Wren. Zachwyca mnie ona każdorazowo swą subtelnością, a jako ciekawostkę dla przedstawicieli branży muzycznej dodam, że obecne w niej unikatowe brzmienie gitary jest tu spowodowane przestrojeniem instrumentu o cały ton w dół. Muzycznie, tak jak w Blackbird czy wspomnianym Calico Skies ujmuje mnie gitarowo-wokalna plastyczność, kunszt i delikatność. Warta uwagi jest tu także kulminacyjna solówka ormiańskiego instrumentu (z gatunku dętych drewnianych) o nazwie duduk. Wykonał ją wspaniały multiinstrumentalista – Pedro Eustache. Duduk pod względem brzmieniowym, dzięki swej ciepłej i ostrej barwie, najsilniej kojarzy mi się z saksofonem. Jeśli zaś chodzi o warstwę literacką – tytułowa Jenny Wren nie jest postacią przypadkową, bowiem pochodzi z książki Charlesa Dickensa Twój własny przyjaciel. Ponadto, słowo „wren” oznacza ptaka strzyżyka, którego Paul McCartney uważa za uosobienie bezgranicznego piękna.

A Certain Softness to prosta miłosna piosenka, pełna latynoskich rytmów. Uwydatnia je przede wszystkim perkusja, a w szczególności motoryczny puls bongosów. Nie brakuje w niej również delikatnych współbrzmień fortepianu oraz gitary akustycznej. Wokalnie, McCartney otula odbiorców aksamitną namiętnością. Trudno także przejść obojętnie obok wielogłosowych chórków, przenoszących nas niemal od razu w klimat kunsztownych artystycznie lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia.

Ostatnia piosenka, o której napiszę, czysto teoretycznie nie należy do albumu Chaos and Creation in the Backyard, ponieważ wchodzi jedynie w skład jego japońskiej edycji. Przyznam jednak, że specjalnie poszukiwałam właśnie japońskiego wydania powyższej płyty, by cieszyć uszy tą uroczą balladą. Jej budulcem jest urokliwy, siedmiodźwiękowy motyw, najczęściej ilustrujący muzyką słowa tytułowe, albo będący instrumentalnym przerywnikiem. W tekście autor idealizuje swoją wielką miłość, opisując jej niewymowne piękno, natomiast w muzyce delikatnemu głosowi McCartneya głównie towarzyszą płynne oraz krystalicznie czyste dźwięki fortepianu.

Paul McCartney jest kompozytorskim mistrzem, który swymi zjawiskowymi melodiami po dziś dzień sypie jak z rękawa. W jego całej solowej dyskografii królują echa śpiewności oraz wokalnej wielogłosowości spod znaku Beatlesów. Najciekawsze pod względem muzycznym są dla mnie albumy Flaming Pie oraz Chaos and Creation in the Backyard, na których absolutnie w tekstach dominują miłosne uniesienia, w muzyce natomiast bezgraniczne, melodyczno- aranżacyjne piękno. Warto także odnotować (w kontekście płyty Flaming Pie) namacalne beatlesowskie echa w postaci współpracy z Ringo Starrem, jak również z wieloletnim producentem wielkiej czwórki z Liverpoolu – George’em Martinem. Jeśli bliska jest więc Wam twórczość The Beatles, a z jakichś powodów jeszcze nie poznaliście tych dwóch rewelacyjnych albumów, opisana przeze mnie powyżej muzyka z pewnością poruszy Wasze serca.

TAGS
Agata Zakrzewska
Warszawa, PL

Muzyka jest moją największą pasją, gdyż żyję nią jako słuchaczka, ale też wokalistka, wykonując przede wszystkim piosenkę literacką i poezję śpiewaną z własnym akompaniamentem fortepianowym. Cenię piękne i mądre teksty, zwłaszcza Młynarskiego, Osieckiej czy Kofty.