Utwory

Doznanie anielskiego głosu w otoczeniu instrumentalnego chłodu

23 czerwca 2023
Jakiś czas temu pisałam, że na polskim rynku ukazuje się mnóstwo ciekawych albumów. Moja powyższa teza wymaga jednak uzupełnienia, bo nie tylko obrodziło płytami, lecz także singlami. Dziś pochylę się nad szczególną piosenką, której liryzm, ciepło i swego rodzaju kruchość ujęły mnie od pierwszego przesłuchania. Przed Wami Agata Sawicka i jej najnowsza kompozycja, zatytułowana Do dna.

Recenzowany utwór to pierwsza jaskółka nowego muzycznego wcielenia Agaty Sawickiej, bo wcześniej podpisywała ona swoje dokonania zwięzłym pseudonimem Agus. Pisząc te słowa, od razu sięgam pamięcią wstecz do przepięknej kompozycji Fatamorgana, którą osobiście uważam za jeden z najznakomitszych utworów ostatnich lat. Dostrzegam zresztą podobieństwo na płaszczyźnie tekstowej, jeśli chodzi o obie piosenki. Zarówno Fatamorgana, jak i Do dna niejako zaklinają w muzyce wspomnienia z przeszłości i o ile w pierwszym z wymienionych utworów pojawia się (bądź co bądź uniwersalny) motyw ucieczki od popełnionych niegdyś błędów, o tyle Do dna jest już niemal wyłącznie indywidualnym zwieńczeniem relacji miłosnej, gdzie jedną ze stron targają zadawane na głos pytania i wątpliwości. Stają się one barierą nie do przeskoczenia, dlatego nie jest w stanie dłużej walczyć o ukochaną osobę. Mrok większości słów rozjaśniają wciąż żywe wspomnienia, choćby piękno natury w postaci kojącego zapachu bzów. Warto w tym miejscu podkreślić ukłon młodej autorki w stronę jednej z największych poetek polskiej piosenki – Agnieszki Osieckiej. Mam tu na myśli zgrabne nawiązanie do początkowych fraz wielkiego przeboju Małgośka, spopularyzowanego przez Marylę Rodowicz. Padają w nim słynne słowa: „to był maj, pachniała Saska Kępa szalonym, zielonym bzem”. Udana parafraza tych słów w wydaniu Agaty Sawickiej brzmi: „to był maj, pachniały bzy na Saskiej Kępie”. Skonkretyzowana warszawska lokalizacja pomogła też plastycznie zobrazować najsmutniejszą frazę, obecną z kolei w drugiej zwrotce: „padały łzy na Saskiej Kępie”. Warto też zwrócić uwagę na fragment, gdy narrację całości zdobi anglojęzyczne wtrącenie: „broke my heart”. Refren przesiąknięty jest wątpliwościami, urzeczywistnionymi w pytaniach: „czy zrobiłam co trzeba” oraz „czy to jednak był błąd”.

Muzycznie przede wszystkim rzuca się w uszy głos Agaty Sawickiej – anielski, eteryczny, lekko nosowy i jasny. Wokalistka często zdobi poszczególne wyrazy charakterystycznymi podjazdami, zawadiacko wspinając się po dźwiękach niczym po niewidzialnych szczeblach. Często też głoski „t” i „d” zaciemnia (ostatnio będącym często w modzie wśród wokalistów) charakterystycznym szelestem, wręcz syczeniem. Słychać to wyraźnie w zbitce słów: „pytanie to” oraz w wyrazie „Eden”.

Podczas gdy aksamitny wokal otula swym bajkowym ciepłem, rodem z dźwiękowej estetyki dream popu, akompaniament instrumentalny brzmi szorstko, trochę na wzór piosenek zespołu Nirvana. W zwrotkach niejednokrotnie pojawia się melancholijny (w muzycznej terminologii określany mianem  mollowego) akord gitary, oplatający choćby wspomniany już przeze mnie wcześniej fragment o bzach, pachnących na Saskiej Kępie. Refren z kolei (jakby w kontraście do sączącej się z jego słów niepewności) urzeka pogodnym charakterem linii melodycznej. Po wybrzmieniu dwóch zwrotek oraz odpowiadających im refrenów słychać niespodziankę, czyli zupełnie nową myśl muzyczną od słów: „i na zawsze mi żal”, gdzie głos wokalistki brzmi najmocniej, jak przystało na kulminację z prawdziwego zdarzenia. Potem jednak nastrój ulega wyciszeniu, gdyż klamrowo powtarza się pierwsza zwrotka, ale tym razem wiodącej melodii towarzyszą łagodne dźwięki gitary wespół z subtelnymi postukiwaniami perkusji. Po wystąpieniu kolejnego refrenu, utwór przypieczętowują na wskroś rockowe, gitarowe warkoty, jeszcze przez chwilę pozostawiające odbiorców w mroku, który pomimo lirycznego, śpiewnego wokalu przez cały czas unosi się nad rekomendowaną kompozycją.

Piosenka Do dna Agaty Sawickiej to ponad trzy minuty niezwykle poruszającej opowieści o ludzkiej tęsknocie za utraconym uczuciem. Iście bajkowy głos wokalistki brzmi niezwykle naturalnie i pozbawiony manierycznych udziwnień lśni anielskim blaskiem. Warstwa instrumentalna trzyma utwór w zimnofalowych, a czasem nawet i grunge’owych ryzach, co tworzy unikatowe połączenie z łagodnym wokalem. Trzymam kciuki za dalsze poczynania Agaty Sawickiej i nie mogę się doczekać jej pełnometrażowego albumu w nowej stylistycznej odsłonie.

TAGS
Agata Zakrzewska
Warszawa, PL

Muzyka jest moją największą pasją, gdyż żyję nią jako słuchaczka, ale też wokalistka, wykonując przede wszystkim piosenkę literacką i poezję śpiewaną z własnym akompaniamentem fortepianowym. Cenię piękne i mądre teksty, zwłaszcza Młynarskiego, Osieckiej czy Kofty.